![]() |
Źródło: Albatros |
Autor: Arnaud Delalande
Tytuł: Bajki pisane krwią
Wydawnictwo: Albatros
Stron: 400
Data wydania: 27 lipca 2011
Wydawnictwo "Albatros" przyzwyczaiło mnie do świetnych książek, dobrych thrillerów, wspaniałych autorów. Można powiedzieć, że na planie gatunków innych od fantastyki, jest to chyba moje najbardziej ulubione wydawnictwo. Bez cienia wątpliwości sięgam więc po niemalże każdy tytuł, który wyjdzie pod znakiem największego z ptaków, jednak obecnie będę musiał zacząć weryfikować książki tego wydawnictwa.
Francja za czasów króla Ludwika XV. W samym środku Wersalu znalezione zostają zwłoki młodej dziewczyny, przy których znajduje się list przeznaczony dla Viravolty, Wenecjanina pracującego dla Sekretu Króla. W liście napisana jest bajka La Fontaine’a, pierwsza z wielu, z którymi będzie musiał zmierzyć się agent. Viravolta musi stanąć w szranki z inteligentnym i mściwym Bajkarzem, dawnym przeciwnikiem, który planuje zabić wenecjanina i zniszczyć królestwo Francji.
Fabuła jest, muszę przyznać, bardzo ciekawa. W całej książce przewija się motyw bardzo znanych bajek La Fountaine'a - "Kruk i lis", "Osioł i pies", "Żółw i zając". Pomysł dość świeży, budujący napięcie i tworzący pewną tajemnicę oraz zagadkę. Wszystko odbywa się w idealnie odwzorowanej Francji, głównie na Wersalu, w otoczeniu króla. Na szczególną uwagę na pewno zasługuje fakt, że autor dość długo przygotowywał się do napisania tej powieści, bowiem przestudiował dużą ilość książek historycznych opisujących zarówno sam Wersal w owych czasach, jak i postaci Ludwika XV, Ludwika XVI jak i Marii Antoniny. Po części więc ta pozycja pozwala czytelnikowi na zaznajomienie się z dawnym Wersalem, zasadami jakie na nim panowały, jego wyglądem oraz postacią przede wszystkim Marii Antoniny wraz z jej wpływem na równowagę w ówczesnej Europie.
Niestety na tym plusy "Bajek pisanych krwią" się kończą. Nie jest to zła powieść. Nie czyta się ją ciężko, nie ma poważnych błędów, autor zresztą jest dość cenionym pisarzem. Problem w tym, że jest ona nijaka. Nie wciąga, nie pociąga, nie czyta się jej z zapartym tchem. Ani nie jest przewidywalna, ani oczywista. Stanowi wręcz kwintesencję neutralności, jest to jest a jeśli by jej nie było to nikt by tego nie zauważył. Pomimo dobrego pomysłu na fabułę oraz świetnego tła historycznego autor stworzył coś tak przeciętnego, że aż boli. Nie jest to ani pozycja, którą bym polecał, ani odradzał. Po prostu - nie masz co czytać to możesz sobie to przeczytać. Jak masz co czytać to zapomnij o tym.
Wiele schematów zostało powielonych, chociaż na szczęście nie zostały bezczelnie zerżnięte i skopiowane. Cały ciąg akcji następuje w określonym szyku, nie do końca tylko wiadomo co dokładnie się stanie, chociaż oczywistym jest pojawienie się konkretnego typu zachowania postaci lub samej akcji. Wszystko to powoduje, że ma się wrażenie czytania tego samego po raz kolejny, jednak z drugiej strony jest to coś nowego. Właśnie przez te sprzeczności uważam, że jest to książka najbardziej przeciętna z przeciętnych.
Podsumowując, tak jak pisałem - nie macie co czytać, możecie wziąć się za "Bajki pisane krwią". Jeśli jednak jest chociaż jedna książka, którą chcecie i możecie wziąć na warsztat, to tę powieść Delalande sobie odpuśćcie.
Łączna ocena: 5/10
Książka bierze udział w wyzwaniach: