niedziela, 11 stycznia 2015

"Martwa strefa" - Stephen King

Stephen King - "Martwa Strefa"
Źródło: Lubimyczytac.pl
Autor: Stephen King  
Tytuł: Martwa strefa  
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka  
Stron: 480  
Data wydania: 29 listopada 2007

Już dawno nie czytałem niczego, co wyszło spod pióra mistrza horrorów, dlatego podszedłem do tej książki z entuzjazmem. Sam autor uważa ją za jedną z najlepszych w całej jego karierze (nic nie przebije rzecz jasna historii o rewolwerowcu Rolandzie!), a ekranizacja przez wiele osób okrzyknięta została najlepszą adaptacją książki Kinga w historii. Przyznam szczerze, że takie opinie stawiają bardzo wysoko poprzeczkę i książka musi się naprawdę postarać, aby na nie zasłużyć. Oczekiwałem czegoś porywającego, wartkiego, wspaniałego i niezwykle poruszającego. Otrzymałem wszystkie te epitety, jednak nie można im postawić przyimków "bardzo", "niezwykle", "niesamowicie" etc. Muszą wystarczyć tylko same, czyste epitety.

John Smith jest tak przeciętnym człowiekiem, jak przeciętne nosi nazwisko. Naucza języka angielskiego w małym miasteczku w Nowej Anglii, ma miłą dziewczynę, z którą mu się wspaniale układa, wiedzie proste, ale szczęśliwe życie. Sielankę przerywa przykry incydent, do którego dochodzi podczas powrotu z jarmarku - taksówka, którą jedzie John zderza się czołowo z innym samochodem, a w wyniku tego młody nauczyciel trafia do szpitala w stanie krytycznym. Przez kilka lat jego życie ogranicza się do wegetacji w śpiączce, a po przebudzeniu okazuje się, że jest niemalże innym człowiekiem - zaczyna widzieć i czuć przyszłość, jak i przeszłość innych ludzi.



King już dawno okrzyknięty został królem horrorów, ale nie wszystkie jego dzieła należą do tego gatunku. Niektórzy "Martwą strefę" określają mianem thrillera, inni sensacji a jeszcze osobna grupa osób kryminałem. Znajdą się również takie osoby, które określają tę książkę jako obyczajówkę i do tych osób również należę ja. Tak naprawdę przez lwią część całej akcji nie ma żadnego konkretnego punktu zaczepienia fabuły. Opowiadana jest historia życia człowieka, jego losy, przemyślenia, przedstawiona została rodzina, praca. Wszystko oczywiście napisane zostało piórem lekkim i przyjemnym, czuć na kilometr charakterystyczny styl Kinga, jednak na pierwszy rzut oka fabuły w tym nie ma ani trochę. Czytając tę historię przypomniało mi się kilka innych książek tego pokroju, które czytałem, a których zbyt wielu w moim życiu nie było - nie przepadam za obyczajówkami. Wolę coś, w czym od razu wiadomo w jakim kierunku dziać się będzie akcja. Można rzec, że "Martwa strefa" przynależy do tak zwanych "czytadeł" - miłych odskoczni od ambitnej literatury. Do gry jednak wkracza ostatnie sto stron książki, na których w błyskawicznym, lecz nie szalonym tempie zawiązuje się sedno całej książki i wreszcie pojawia się mini-fabuła, której zwieńczenie zostało stworzone w niebagatelny sposób. 

Styl i warsztat Kinga jest bardzo charakterystyczny i każdy, kto przeczytał choć jedno jego dzieło wie, czego może spodziewać się w pozostałych książkach. "Martwa strefa" nie jest tutaj wyjątkiem - czytelnik jest karmiony dokładnie tym samym sposobem narracji oraz konstruowania opisów, co w innych historiach. Autor świetnie balansuje pomiędzy dialogami a opisami, te drugie nierzadko tworząc w sposób niebagatelny i łamiący wszelkie literackie stereotypy dobrego opisu. Mimo, że jest to tak naprawdę powieść obyczajowa, to nie można narzekać na brak akcji, dzięki czemu książkę czyta się jeszcze przyjemniej.

Podsumowując nie jest to szczyt umiejętności Kinga, książka nie porywa od początku do końca i nie można jej porównywać z innymi, sztampowymi dziełami tego autora, jednak czytelnik nie powinien być zdegustowany. Jest to fajne czytadło na długie, deszczowe wieczory i świetna zapchajdziura pomiędzy kolejnymi, ambitnymi tomami. Z pewnością można polecić ją fanom powieści obyczajowych, przy których nie trzeba dużo myśleć, a jedynie wczuć się w klimat historii.

Łączna ocena: 7/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: