poniedziałek, 7 grudnia 2015

"Równoumagicznienie" - Terry Pratchett

"Równoumagicznienie" - Terry Pratchett
Źródło: Lubimyczytac
Autor: Terry Pratchett
Tytuł: Równoumagicznienie
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Stron: 252
Data wydania: październik 2015


Miałem już okazję czytać "Równoumagicznienie", chociaż było to dobrych parę lat temu. Niewiele niestety pamiętałem, znałem jedynie ogólny zarys fabuły. Miło sobie tak przypomnieć tę książkę i wraz z pojawianiem się kolejnych tomów kolekcji chyba przeczytam tak czy siak wszystko raz jeszcze. Tom ten jest pierwszym z podcyklu o Czarownicach z Lancre i jednocześnie trzecim z całego cyklu "Świata Dysku". 

Niewidoczny Uniwersytet nigdy nie był uczelnią koedukacyjną. Biorąc pod uwagę, że nawet ciężko go nazwać uczelnią, to nikogo nie powinno to dziwić. Z magią zawsze nieodłącznie w parze szła tradycja. Taka przez małe "t", ale niezwykle ważna. Jedną z tradycyjnych spraw jest dopuszczanie do Niewidocznego Uniwersytetu tylko mężczyzn - kto bowiem słyszał o kobiecie-magu? Co się jednak stanie, gdy ósmy syn ósmego syna okaże się być córką? Być może będzie to oznaczać dla Świata Dysku niezwykły precedens - pierwszą kobietę, która zostanie magiem. Szkoda tylko, że ten rodzynek urodził się ponad pięćset mil od bram Niewidocznego Uniwersytetu.

Motywem przewodnim w "Równoumagicznieniu" jest feminizm i walka o równoumagicz... ekhm... równouprawnienie płci. W Świecie Dysku żadna kobieta nigdy nie została magiem, a żaden mężczyzna czarownicą. Są to fakty na ogół znane i nie wymagające wyjaśnień. Gdy trafi się jednak dziewczynka, której umierający mag przekazał swoją laskę, wszystko może potoczyć się nieco inaczej. Pojawi się walka z tradycją, dążenie do celu, mnóstwo przeciwności oraz niespodzianek. Biorąc pod uwagę, że wszystko to opisał Terry Pratchett, to dołożyć do tego wszystkiego należy oczywiście mnóstwo humoru, satyry, złośliwości oraz wyolbrzymień. Rzecz jasna w bardzo zjadliwej formie oraz ilości.

Sama kwestia feminizmu nie została mocno rozdmuchana. Autor jedynie narzucił na całą powieść płaszczyk delikatnej satyry. W przypadku niektórych jego wyśmiewań osoby zainteresowane mogłyby się poczuć urażone, ale w "Równoumagicznieniu" nie ma absolutnie nic krzywdzącego. Nawiązania są oczywiste, jednak bardzo lekkie, nie bezczelne. Można się uśmiać zarówno z samych "współczesnych problemów feminizmu", jak również kobiety, która uchodzi za literacką personifikację walczącej feministki. Wszystko okraszone dobrym humorem, absurdalnymi sytuacjami oraz dużymi porcjami geografii Świata Dysku. W tym tomie czytelnik może poznać nieco lepiej samą ideę żółwia, słoni i tak dalej.

"Szanse jedne na milion - rzekła - spełniają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć."

Drugim, nieco bardziej schowanym motywem jest sama magia. To, w jaki sposób oddziałuje na ludzi oraz świat, jak jest ona postrzegana i w jaki sposób można się z niej wyśmiewać. Autor zaproponował nawet kilka rozwiązań, które wbrew pozorom nie są czystą satyrą, ale również całkiem klawymi pomysłami. Wydaje mi się, że lektura "Równoumagicznienia" może ludzi zachęcić do takich historii jak "Pan Lodowego Ogrodu" Grzędowicza (tak, wiem, kompletnie inne poziomy i rodzaje powieści), które traktują o magii jak o manipulowaniu rzeczywistością w granicach znanych nam praw fizyki.

Na pewno jest to obowiązkowa lektura dla fanów Prattchetta. Bardzo gorąco polecam ją również innym, chociaż osobiście jednak najbardziej lubię powieści dziejące się w Ankh-Morpork. Tym spoza czegoś brakuje. Są zupełnie inne, czyta się je też szybko i przyjemnie, ale czegoś jednak brakuje. Może Patrycjusza... W każdym razie po ponownym przeczytaniu ocena mi się nasuwa o jeden punkt wyższa niż za pierwszym razem. Nie jest to może duża różnica, ale jednak jakaś jest.

Łączna ocena: 8/10