wtorek, 8 kwietnia 2014

"Tajemnica Diabelskiego Kręgu" - Anna Kańtoch

Tajemnica Diabelskiego Kręgu
Źródło: Uroboros
Autor: Anna Kańtoch
Tytuł: Tajemnica Diabelskiego Kręgu
Wydawnictwo: Uroboros
Stron: 544
Data wydania: 6 listopada 2013


Anna Kańtoch, autorka „Tajemnicy Diabelskiego Kręgu”, jest trzykrotną laureatką nagrody im. Janusza A. Zajdla. Dla osób, które nie wiedzą czym ta nagroda jest podpowiem, iż przyznają ją co roku miłośnicy literatury fantastycznej w dwóch kategoriach – opowiadanie i powieść. W gronie osób, które zdobyły tę nagrodę znajdują się między innymi takie osobistości jak Maja Lidia Kossakowska, Jakub Ćwiek czy Jacek Dukaj. Fakt otrzymania takiego wyróżnienia stawia więc sporo wymagań przed każdym kolejnym dziełem danego autora. Po przeczytaniu „Tajemnicy Diabelskiego Kręgu”, która to książka została wydana już po otrzymaniu nagród im. Janusza A. Zajdla stwierdzam, że z pewnością utrzymuje ona bardzo wysoki poziom.

Powieść zaczyna się od przedstawienia przybycia na Ziemię aniołów. Przybycie to skojarzyć się niektórym może z serialem „Supernatural”, albowiem anioły zwyczajnie spadły z nieba. W odróżnieniu jednak od wyżej wspomnianego serialu, w przypadku książki nie są to skrzydlate istoty pozbawione łaski, lecz prawdziwi przybysze posiadający „boskie” moce. Niestety zważywszy na głęboki PRL, w którym została osadzona akcja powieści, anioły ze względu na swój charakter bardzo nie odpowiadają obecnej władzy komunistycznej, przez co ludzie muszą je ukrywać przed wymiarem sprawiedliwości. Anioły nie spadły z nieba jednak z powodu przeciwstawienia się Bogu czy też po to, aby same toczyły walkę. Muszą znaleźć Wybrańca, który wygra ze złem. Jednym z potencjalnych kandydatów jest Nina, główna bohaterka powieści, która trafia do opuszczonego klasztoru w Markotach, gdzie wraz z dwunastoma innymi dziećmi oczekuje na wyjaśnienie, kto ostatecznie jest Wybrańcem.


Akcja powieści pełna jest tajemnic. Od samego początku autorka zwodzi czytelnika tworząc fałszywe poczucie przewidywalności, by w odpowiednim momencie obrócić wszystko nie o 180 stopni, a jakieś 133,5 – tak, aby nikt nie był w stanie się domyślić jak to tak naprawdę z danym fragmentem jest. Z pewnością jest to bardzo wciągający zabieg, zwłaszcza kiedy robiony jest regularnie, nawet z małymi fragmentami fabuły. Co prawda w pewnym momencie człowiek zdaje już sobie sprawę, że na pewno nie zdarzy się to, o czym pomyślał, jednak z drugiej strony jest to bardzo przyciągające.

Postacie są konsekwentnie prowadzone od samego początku aż do końca. Ich charaktery i osobowości poznajemy od razu, kiedy tylko będziemy mieli z nimi styczność, a przez wszystkie kartki powieści są one rozwijane z zachowaniem przyjętego schematu. Każda z nich jest uosobieniem pewnych związanych ze sobą cech, które wyolbrzymiają się nawzajem tworząc coś w rodzaju antropomorficznej personifikacji konkretnych cech ludzkich. Zabieg taki jest bardzo trudny, ponieważ łatwo można popaść w skrajność i stworzyć bliżej nieokreśloną literacką abominację zamiast dobrej postaci. W „Tajemnicy Diabelskiego Kręgu” jednak postacie są bardzo klarowne, dopracowane, niektóre się uwielbia a innych wręcz nienawidzi właśnie dzięki tak mocnemu nasyceniu konkretnymi cechami.

Sam pomysł na fabułę nie wydaje się innowacyjny. Występuje wybraniec, anioły (swoją drogą bardzo trudne zagadnienie w świecie fantastyki, którym bardzo łatwo można zepsuć nawet najlepszą książkę), przeznaczenie, magia i tak dalej. Mimo wszystko pomysł wykorzystany został świetnie, ponieważ mimo potencjalnej przewidywalności, nawet tutaj autorka wykazała się obróceniem wszystko o nie do końca wiadomą liczbę stopni. W całości co prawda dalej nie można wyczuć powiewu świeżości, jednak nie czuć również stęchlizny antyków.

Końcówka jednak nie została do końca przemyślana i dopracowana. Magia, która została użyta na kartach książki nie pozwalała na aż tak poważne zmylenie przeciwników. Aby nie spoilerować za bardzo nie będę się wdawał w szczegóły – jeśli zdecydujecie się przeczytać tę pozycję, to sami zauważycie o jaką dziurę logiczną mi chodzi. Mnie osobiście trochę ona przeszkodziła, zepsuła całą radość z czytania, jednak może znajdą się osoby będące pod takim wrażeniem tej książki, że nie zwrócą na to uwagi.
Podsumowując jest to pozycja, której Anna Kańtoch nie powinna się wstydzić (no, może oprócz nieszczęsnego braku zasad fizyki w końcówce, ale niech będzie to wypadek przy pracy) i szczerze polecam ją każdemu maniakowi fantastyki.

Łączna ocena: 8/10

Książka wygrana na blogu Czworgiem Oczu

Książka bierze udział w wyzwaniach:

9 komentarzy:

  1. Chyba będę musiała wkrótce wreszcie sięgnąć po jakąś pozycję pani Kańtoch ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoja recenzja pozwoliła mi spojrzeć na tę książkę nieco inaczej niż kiedy czytał ją Sylwek - dziękuję. Podoba mi się takie "zwodzenie" czytelnika, lektura musi być przez to ciekawym doświadczeniem. ;D Chętnie sięgnę w końcu po jakąś książkę Anny Kańtoch, ale pewnie zacznę od czegoś starszego.

    Co do nagrody im. Zajdla, o której wspomniałeś, zaczynam trochę bać się o jej prestiż. Już w zeszłym roku ilość nominacji dla Kuby Ćwieka wstrząsnęła fandomem (co jest o tyle dziwne, że to fandom nominuje...), w tym za to miałam okazję rozmawiać z organizatorami i oni też są zaniepokojeni - wśród nominacji pojawia się niestety coraz mniej książek na wysokim poziomie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłem rzucić coś nowego. :P

      Pozwolę sobie w tym jednym komentarzu odpowiedzieć Tobie i Kamilowi, żeby nie dublować. Dla osób, które tę nagrodę znały, znają i znać będą, łatwe będzie odróżnienie osoby, która tę nagrodę dostała kiedy była ona prestiżowa, od tej, która po prostu ją dostała. Jeszcze trzy lata temu otrzymać nominację do Zajdla to był nie lada wyczyn, świadczył o tym, że autor stworzył coś naprawdę dobrego. Warto po prostu o tym pamiętać i czasowo oddzielać to co dobre, od tego co po prostu popularne. :)

      Usuń
    2. No tak, tu się z Tobą zgadzam. Jak dotąd gdzieś tam nagroda w prestiżu pozostaje i z pewnością to, co dzieje się teraz, nie powinno mieć wpływu na wartość jaką miała ona kilka lat temu - kto dostał ją wtedy, musiał napisać coś dobrego.

      Usuń
  3. Ciekawa pozycje, zapewne po nią sięgnę, lubię gdy autor mąci i kieruje na fałszywy trop ;D co do nagrody Zajdla, zgadzam się z przedmówczynią - prestiż tej nagrody traci na wartości - jeśli nie pojawi się nikt znaczący na polskim rynku fantastycznym to za kilka lat nagrodę zdobędzie byle jaki pisarz za byle jaką książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio mam pecha i często trafiam na książki, które mają niedopracowane końcówki - to jakaś plaga jest, czy coś. Interesuje mnie ta pozycja, choć ostatnio w literaturze aniołów mamy pod dostatkiem. Jestem ciekawa, czy "Tajemnica Diabelskiego Kręgu" dorównuje swoim poziomem do prekursorów polskiej fantastyki...
    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałem pierwsze dzieła i Piekary, Ćwieka, Kossakowskiej, Ziemiańskiego, Pilipiuka - wszystkich uważam może nie za prekursorów jako takich, jednak na pewno za klasykę polskiej fantastyki i powiem, że to jest zupełnie coś innego. Trzyma poziom, jest dobre, dopracowane, wciąga, jednak według mnie do nich tej książce daleko. Zwłaszcza do "Pana Lodowego Ogrodu", który jest dla mnie po prostu majstersztykiem nad majstersztykami. Mimo wszystko jest to też inna para kaloszy jeśli chodzi o zagnieżdżenie podgatunkowe - tutaj mamy do czynienia z takim jakby lekkim sci-fi z małymi elementami high. Jednak też obawiam się, że sam przesadziłem z tym ukierunkowaniem podgatunkowym. Nie ma co tak naprawdę porównywać, bo to coś zupełnie innego. :P

      Usuń
  5. Podoba mi się Twoja recenzja, od jakiegoś czasu "czaję się" na panią Kańtoch, a Twoje zdanie (mimo tych kilku wad, które wytknąłeś) przekonuje mnie do szybszych działań :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam. Ale pozycja jak najbardziej dla mnie. Bardzo lubię fantastykę.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...